NAPISANO O NAS

 

TRIDUUM KLIMATYCZNE

Zapewne miłośnicy Tatrzańskiej Orkiestry Klimatycznej myśleli: lepiej późno niż wcale, gdy 20 czerwca 2014, w dwa miesiące po rocznicy, rozpoczęły się w Zakopanem koncerty, upamiętniające 10-lecie istnienia zespołu. Najpierw na koncercie w „Jasnym Pałacu” muzycy orkiestry pokazali się jako… soliści i kameraliści, występując solo, w duetach, triach i kwintetach, przedstawiając repertuar w większości wypadków ciekawy, ukazujący ich wirtuozerskie umiejętności. Największe oklaski zdobył duetJoanna (altówka) iPaweł (akordeon)Dyjakowie prezentującySuitę klezmerską oraz skrzypekJanusz Miryński, grającyCzardasza Vittorio Montiego z fortepianowym akompaniamentem… Agnieszki Kreiner (!). Koncert zakończyła rewelacyjnie grająca i pięknie śpiewająca „Świętojańska Kapela Klimatyczna”, w składzieKatarzyna (skrzypce),Anna (skrzypce),Tomasz (basy)Lassakowie orazKatarzyna Pawlikowska (skrzypce). Poza już wymienionymi swe solistyczne i kameralne umiejętności zaprezentowali skrzypkowie Anna Jonek, Teresa Piwowarczyk i Karolina Szymbara, flecistki Renata Guzik iAgnieszka Nowak, klarneciściPaweł Krauzowicz iJan Siaśkiewicz, wiolonczeliściIwona Latocha-Dylewska iŁukasz Laxy, altowiolistaBłażej Michna, kontrabasistaJarosław Wdowik. Na fortepianie akompaniowała Aleksandra Gumbrewicz-Florek. W galerii jednego autora zdjęcia Tatrzańskiej Orkiestry Klimatycznej zaprezentował Piotr Kyc. Koncert interesująco prowadziła Ewa Czamańska.

W sobotę, 21 czerwca późnym popołudniem w Kościele Św. Krzyża odprawiona została Msza Świętojańska, w intencji muzyków Orkiestry oraz obchodzących w tym samym dniu jubileusz 50-lecia kapłaństwa zakopiańskich księżyStanisława Szyszki,Stanisława Olszówki iKazimierza Podsiadły. Muzyczną oprawę mszy zapewniła Tatrzańska Orkiestra Klimatyczna pod dyrekcjąAgnieszki Kreiner oraz zaproszony specjalnie na tę okazję znakomity chór mieszany „Laudamus” ze Svitu koło Popradu, kierowany przez Petra Čapo (który także grał na organach) z solistkąJanką Králikovą.

Muzyka brzmiała znakomicie, i pod względem wykonania, i akustyki. Orkiestra i chór, ustawione w lewej części nawy przed prezbiterium świetnie współdziałały, mimo, że mieli tylko jedną próbę. A repertuar nie był łatwy, bo poza trudnościami wykonawczymi, trzeba było jeszcze korelować grę i śpiew z wymogami liturgii. Jeszcze przed rozpoczęciem mszy św. zaczął chór trzema pieśniamia capella wywodzącymi się z trzech obszarów kulturowych (Słowaka J.A. FabianaDarca Darov, Ukraińca D.S. Bortnianskiego Cheruvimskaja oraz Niemca G.F. Händla Canticorum Iubilo), potem usłyszeliśmy bardzo znane orkiestroweTe Deum Marca-Antoine Charpentiera (wykonane nieco zbyt wolno, jak na mój gust), a oś muzyczną nabożeństwa stanowiła Msza Świętojańska Josefa Haydna, w doskonałym wykonaniu obu zespołów pod wspólną dyrekcją Agnieszki Kreiner, z Petrem Čapo na organach i kilkoma wejściami solistycznymi Janki Králikovej. Na zakończenie muzycy zaprezentowali jeszczeAve Verum Corpus W.A. Mozarta orazJubilate Deo M. Schneidera-Trnavskiego.

Skaptowanie do udziału w koncercie popradzkiego chóru to zasługaJana Komornickiego, byłego ambasadora Polski na Słowacji (a przedtem działacza PSL i naczelnika GOPR), który w czasie mszy pięknie czytał „Lekcję”. Znakomite kazanie o społecznych powinnościach artysty i mecenacie kościoła dla sztuki wygłosił jeden z jubilatów – ks. Stanisław Szyszka, będący zresztą przed 10 laty gospodarzem pierwszego koncertu Orkiestry Klimatycznej, który w 2004 r. odbył się także w Kościele Św. Krzyża.

Deserem w tym trzydaniowym obiedzie muzycznym był niedzielny (22 czerwca 2014) koncert galowy w sali im. J. Piłsudskiego hotelu „Belvedere”, podczas którego prezentowano utwory związane z Tatrami i Zakopanem, powstałe na przestrzeni ostatnich stu lat. Część z nich znalazła się na jubileuszowej płycie „Klimatyczne Zakopane”, także 22 czerwca po raz pierwszy przedstawionej publiczności. Ramy koncertu stanowiły dwa utwory Wojciecha Kilara – na początku uroczysty Polonez, na końcuOrawa, która w interpretacji Agnieszki Kreiner i jej orkiestry zawsze przyjmowana jest entuzjastycznie. Poza tym wysłuchaliśmy kilku melodii i dziesięciu piosenek w wykonaniu gwiazd, współpracujących z zakopiańskim zespołem -Joanny Trafas – solo i w duecie zSebastianem Szumskim,Hanny Chowaniec Rybki orazJana Karpiela Bułecki, którego wykonanie pieśni miłosnej z Harnasiów z pewnością zachwyciłoby jej twórcę - Karola Szymanowskiego. Sebastian Szumski przepięknie śpiewał także solo, jednakże jak zwykle urzekła mnie przede wszystkim Joanna Trafas: głosem, urodą i wspaniałymi zdolnościami aktorskimi. Cudowne wykonanie dwóch pieśni Wacława Geigera przedstawiła ślicznie ubrana w zwiewną, pomarańczową suknię Hania Rybka, co zyskało świetną pointę, kiedy burmistrz Janusz Majcher, wręczając Agnieszce Kreiner kwiaty, nagrody i prezenty zadeklarował, że sfinansuje wydanie płyty z utworami tego kompozytora (u którego zresztą sam się uczył w szkole muzycznej) – albo jako włodarz miasta, albo prywatnie.

Na galowym koncercie była pełna sala, burmistrzowie obecni, poprzedni (a może i następni?), kwiaty i gorąca atmosfera. Władze lokalne zresztą podzieliły się sprawiedliwie obecnością na jubileuszu: w piątek gratulacje i życzenia składali głównie przedstawiciele starostwa orazKrzysztof Król Łęgowski, dyrektor będącej gospodarzem koncertu Tatrzańskiej Agencji Rozwoju. Promocji i Kultury. Na sobotniej mszy św. „oficjalne” Zakopane reprezentował przewodniczący Rady Miejskiej Jerzy Zacharko, który najpierw wręczył piękne bukiety księżom jubilatom (natychmiast przez nich szarmancko przekazane kobietom z chóru i orkiestry), potem kwiatami i miłymi słowami dziękował Agnieszce Kreiner za bycie muzycznym ambasadorem Zakopanego. Był także Piotr Bąk, który w czasie, gdy orkiestra powstawała, przyjął ją „na łono” miasta jako ówczesny burmistrz. Kto został na niedzielnym koktailu wydanym po koncercie przez Grupę „Trip” - nie wiem, bo musiałem pędzić do komputera i przeddeadlinem wysłać recenzję…

 

Maciej Pinkwart

 

 

 

 

 

 

BLOG Maciej Krupa

 

NASZA ZAKOPIAŃSKA ORKIESTRA

Tatrzańska Orkiestra Klimatyczna ma już dziesięć lat. Dobrze, że jest! Powinna być doceniana i hołubiona przez miejscowe władze, obywateli i przybyszów. Bo wprowadza w zakopiańską zgrzebność muzykę żywą. To jasne, że w poszukiwaniu doskonałych interpretacji, genialnych solistów, wielkich chórów i orkiestr zawsze skazani będziemy na własną płytotekę i II program Polskiego Radia, ewentualnie na bliższe i dalsze koncertowe i festiwalowe wojaże. Nie przyjadą tu zapewne nigdy Jordi Savall, Musica Antiqua Köln, Joshua Bell czy Emma Kirkby (choć kto wie, w końcu grali w Zakopanem i Światosław Richter i Kronos Quartet!). Ale muzyka żywa jest wartością samą w sobie. Nawet z brakami technicznymi czy interpretacyjnymi. Nic nie zastąpi żywej muzyki. I dlatego chwała naszej zakopiańskiej orkiestrze i pani Agnieszce Kreiner. Że są, że grają. Że im się chce.

 Lubię kiedy muzyka spotyka się ze swoim czasem. Kiedy trafia we właściwy, stosowny czas. Kiedy Pasja Janowa czy Stabat Mater wybrzmiewają w Wielkim Tygodniu, Magnificat w dzień Zwiastowania, Alleluja z Mesjasza Haendla w Wielkanoc, Requiem w dniach żałoby, kolędy w Boże Narodzenie, a lekka, frywolna muza w czas kanikuły. W tym sensie programy poszczególnych koncertów Tatrzańskiej Orkiestry Klimatycznej są przemyślane i starannie skonstruowane.

 

Pamiętam do dziś ten pierwszy koncert, choć dokładną datę musiałem odszukać w internecie. Dziesięć lat temu – 8 kwietnia 2004, w kościele św. Krzyża, Siedem ostatnich słów Chrystusa na krzyżu Józefa Haydna. Wspaniała wielkopostna medytacja zakończona niespodziewanym, gwałtownym Terremoto. Pomyślałem wówczas – nareszcie! Po powrocie z Londynu, gdzie co tydzień grali najwybitniejsi muzycy świata, w Zakopanem brakowało mi żywej muzyki. Dlatego te koncerty to dla mnie niemal za każdym razem święto. Nie kryję, że mam mniej entuzjazmu dla produkcji spod znaku lekkiej muzy, choć pani Joanna Trafas śpiewa uroczo i z wdziękiem, a kolejni zakopiańscy burmistrzowie dyrygują w Sylwestra z równie zabawnym wyrazem twarzy.

 

Ale z minionych lat pamiętam przede wszystkim przejmujące Requiem Mozarta i karłowiczowski rocznicowy koncert ze wspaniałą Zofią Kilianowicz. I doroczne koncerty w rocznicę śmierci papieża i niektóre koncerty noworoczne (czy raczej „staroroczne”, bo sylwestrowe). I koncert na tarasie hotelu Belvedere i ten na Placu Niepodległości. A na półce stoją obydwie płyty naszej orkiestry. Przydała by się pewnie orkiestrze jakaś stabilizacja finansowa, no i sala koncertowa. Było w tej sprawie ostatnio spotkanie w Domu pod Jedlami. Może coś z tego spotkania wyniknie. Może Szanowne Władze przestaną wreszcie roić o kolejnej olimpiadzie, a zbudują przyzwoitą salę koncertową? A w tej sali, kiedyś, w przyszłości, a może i wcześniej, marzy mi się taki koncert naszej orkiestry, na przykład w okresie Bożego Narodzenia: Concerto grosso nr 8 g-moll z op. 6 Arcangelo Corellego, II Koncert brandenburski Bacha i Kantata 51 tegoż Jauchzet Gott in allen Landen z dobrą solistką. A może i Vespro Monteverdiego z solistami i dobrym chórem… Wolno pomarzyć?

 

A na koniec apel do PT Publiczności. Denerwująca jest zakopiańska maniera standing ovation po każdym koncercie naszej ulubionej orkiestry. To przesada. Moim konserwatywnym zdaniem wstaje się na Alleluja w Mesjaszu i po wykonaniu wielkim, wspaniałym, wybitnym. Po koncercie dobrym, ciekawym, interesującym, wystarczą oklaski na siedząco. Mogą być nawet burzliwe. Bo jeżeli wstajemy po każdym koncercie naszej ulubionej zakopiańskiej orkiestry, to jak nagrodzimy jej wielki koncert, który – ufam – niechybnie nadejdzie. Co wtedy zrobimy? Uklękniemy? Drodzy współsłuchacze, apeluję – nie klaszczcie w przerwach pomiędzy częściami tego samego utworu i pozostawcie standing ovation na tę specjalną chwilę, na ten dzień szczególny, na ten koncert wielki i wspaniały, który jeszcze przed nami.

 

Nie wiem co się stało, że wiosną tego roku orkiestra zamilkła. Nie ma tradycyjnego koncertu „papieskiego”, ani wielkopostnego. Szkoda. Na stronie internetowej orkiestry znalazłem zapowiedź wydania nowej płyty z okazji dziesięciolecia, zatytułowanej Klimatyczne Zakopane. Promocja płyty ma się odbyć podczas jubileuszowych koncertów w długi weekend czerwcowy, czyli dopiero za dwa miesiące „z hakiem”. Dodam, że podczas koncertu jubileuszowego – tej wyjątkowej, szczególnej okazji – owacja na stojąco jest wyjątkowo jak najbardziej wskazana! Pani dyrygent i wszystkim muzykom życzę wytrwałości i co najmniej kolejnych dziesięciu lat wspólnego grania.

 

 

 

 

 

 

 

Maciej Pinkwart

 

Dobry klimat dla muzyki?

 

 Po raz pierwszy w swoich dziejach Zakopanem ma stały teatr i stałą orkiestrę. Obydwie te instytucje mogą i powinny być wizytówkami miasta, które od dziesięcioleci jest dla Polaków ważnym punktem na mapie kultury narodowej. W przededniu dziesięciolecia Tatrzańskiej Orkiestry Klimatycznej warto uświadomić sobie, jak wiele jej działalność zmieniła pod Giewontem.

Wszystko przez miłość do Tatr. No i przez Joannę. To ona, w czasie wakacji tatrzańskich z bazą w Zębie powiedziała do mamy: a właściwie czemu nie spróbujesz założyć orkiestry w Zakopanem? No, w zasadzie czemu nie? Był rok 2003 i w zasadzie można było wierzyć, że wszystko się uda. Sprawę gorąco poparła warszawska przyjaciółka Agnieszki Kreiner, inspicjentka Teatru Wielkiego Teresa Krasnodębska – stała bywalczyni i entuzjastka Zakopanego, a moja osobista przyjaciółka jeszcze z czasów studenckich. Pamiętam, jak Agnieszka Kreiner po raz pierwszy pojawiła się w zakopiańskiej szkole muzycznej z pomysłem stworzenia stałego zespołu, który miał się nazywać Tatrzańska Orkiestra Klimatyczna. Nie miała ludzi, nie miała miejsca, nie miała pieniędzy, ale miała nazwę. W duchu wzruszyłem ramionami: pomysłów stworzenia w Zakopanem czegoś z niczego było w jego historii bardzo wiele: ambitne czasopisma kulturalne, teatry narodowe, opery i balety, świątynie sztuki… Ich wspólną cechą było to, że pomysłodawcy liczyli na to, iż ich entuzjazm podzielą zakopiańczycy i ich goście, dadzą pieniądze i poprą górnolotne idee, które w świetlaną przyszłość poniesie magnetyczny czar Zakopanego. Lądowanie następowało szybko, bywało bolesne i często poprzedzało start.

 

Orkiestra Klimatyczna? To tradycja od 1886 roku, kiedy to Zakopane zostało uzdrowiskiem i zyskało prawo do pobierania opłat klimatycznych od przyjezdnych. Część z tych pieniędzy miała powracać do gości w postaci fundowania im rozrywek i przyjemności – w tym przyjemności słuchania muzyki. Doraźnie kompletowane orkiestry klimatyczne, złożone z muzyków z dużych miast – Krakowa, Tarnowa, Lwowa – przyjeżdżały do Zakopanego w czerwcu i do połowy sierpnia koncertowały na świeżym powietrzu, albo w salach dużych pensjonatów i Dworca Tatrzańskiego. Z rzadka próbowano włączyć w tę działalność miejscowych muzyków, przeważnie góralskich, uczących się gry w szkole muzycznej prowadzonej (na początku XX w.) przez miejscowe Towarzystwo Muzyczne.

 

Klimatyczna muzyka pojawiała się w Zakopanem aż do lat międzywojennych, a wspólną cechą tych wszystkich przedsięwzięć była sezonowość, brak stałego związku z Zakopanem, brak stałego miejsca koncertowania. I całkowite uzależnienie od subsydiów od miejscowych władz, co zresztą rzadko kiedy wystarczało na całosezonowe utrzymanie muzyków, którzy nierzadko musieli wynajmować się do grania na prywatnych imprezach, zwykle w zdecydowanie mniej ambitnym repertuarze.

 

Przyznam, że wtedy, z początkiem 2004 r. nie bardzo wierzyłem w powodzenie projektu, przedstawionego przez Agnieszkę Kreiner. Wydawało mi się, że krakowsko-lubelsko-warszawska dyrygentka reprezentuje typowy dla bywalców Zakopanego idealizm, oparty na bardzo powierzchownej znajomości środowiska i tradycji, wsparty jedynie własnymi marzeniami. Od lat znałem takie osoby, które wyobrażały sobie, że wystarczy dobry pomysł i własny entuzjazm, by zostać kolejnym Tytusem Chałubińskim.

 

- To piękne marzenia! – skwitował sprawę ówczesny burmistrz Piotr Bąk, życząc powodzenia i dając do zrozumienia, że miasto niewiele może w tej sprawie pomóc.

 

Nieco inaczej – bardziej entuzjastycznie, a zarazem konkretnie - odniósł się do sprawy jego zastępca, Jerzy Zacharko, „resortowo” odpowiedzialny za kulturę. Zapewne fakt, że z wykształcenia był lutnikiem, miał tu także jakieś znaczenie. Podpowiedział kilka rozwiązań organizacyjnych, na horyzoncie pojawiły się jakieś pieniądze, nieduże - ale na zachętę musiało wystarczyć.

 

Spotkanie Agnieszki Kreiner z pracownikami zakopiańskiej Szkoły Muzycznej wyłoniło pierwszą grupę muzyków orkiestry. Część z nich dopiero teraz miała okazję przypomnieć sobie, że są nie tylko nauczycielami muzyki, ale przede wszystkim muzykami. Tę zakopiańską grupę założycielską stanowili: Janusz Miryński, Ilona Latocha-Dylewska, Teresa Piwowarczyk, Cezary Wagner, Zofia Ziach, Renata Guzik, Paweł Krauzowicz, Tomasz Miryński, Michał Woźniak, Krzysztof Leksycki, Ilona Nieciąg, oraz ówczesne uczennice lub absolwentki: Maria Tombińska, Katarzyna Paluch, Anna Jonek. Większość z nich współpracuje z Orkiestrą do dziś. Wkrótce potem skład zespołu powiększyli muzycy z Nowego Targu, związani z tutejszą szkołą muzyczną, oraz z Krakowa – z Akademii Muzycznej i Filharmonii Krakowskiej. W składzie orkiestry dominowały instrumenty smyczkowe, wzmocnione kilkoma dętymi. Miejscem przygotowań i prób stała się Szkoła Muzyczna im. M. Karłowicza.

 

Pierwszy koncert Tatrzańskiej Orkiestry Klimatycznej odbył się 8 kwietnia 2004 roku, w zakopiańskim kościele Św. Krzyża przy ul. Zamoyskiego. Było to, stosownie do przedwielkanocnej pory, Siedem słów Chrystusa na Krzyżu – „oratorium bez tekstu” Józefa Haydna z 1787 roku, uzupełnione fragmentami Ewangelii w wersji góralskiej, czytanymi przez senatora Franciszka Bachledę-Księdzularza. Od tamtej pory orkiestra wystąpiła 108 razy – 91 koncertów odbyło się w Zakopanem (Miejska Galeria Sztuki, hotele Belvedere, Nosalowy Dwór, Kasprowy, Zakopiańskie Centrum Edukacji, kino Sokół, kościoły Św. Krzyża, na Olczy i na Krzeptówkach, oraz plenerowe: Równia Krupowa, Harenda, Kuźnice, Kalatówki, Plac Niepodległości). Poza tym orkiestra występowała w Warszawie, w Krakowie, Gdańsku, Olkuszu, Lublinie, Strzegomiu, Nowym Targu oraz na słowackim Zamku Orawskim.

 

Aprobata zakopiańczyków dla nowo powstałego zespołu przyszła bardzo szybko, a orkiestra z biegiem czasu grała coraz lepiej i miała coraz szerszy repertuar. Oczywiście, pierwotna idea, którą kierowali się twórcy przedwojennych zespołów „klimatycznych” – dostarczanie rozrywki dla przeczekujących wieczną porę deszczową bywalców Zakopanego – została zachowana, stąd też wkrótce w programach koncertowych zaczęły się pojawiać przystosowane do możliwości orkiestry utwory popularne rodem z XIX-wiecznego Wiednia i Budapesztu, kameralne dzieła wielkich sław polskich, a przede wszystkim – kompozycje kompozytorów związanych z Tatrami i Zakopanem: Mieczysława Karłowicza, Karola Szymanowskiego, Ignacego Jana Paderewskiego, Wojciecha Kilara, Henryka Mikołaja Góreckiego, a także zakopiańczyków – Wacława Geigera i Jana Pasierba-Orlanda. Niejednokrotnie jednak wzmocniony dokooptowanymi do konkretnych wykonań zespół grał klasykę najwyższego gatunku: w pamięci zarówno Agnieszki Kreiner, jak i słuchaczy pozostaje do dziś wykonanie Requiem W.A. Mozarta (1 kwietnia 2010, Kościół św. Krzyża) na koncercie poświęconym pamięci Jana Pawła II. Może najbardziej wzruszającym koncertem był występ w krakowskiej bazylice Ojców Paulinów Na Skałce, 29 marca 2007 r., w 40. rocznicę śmierci Karola Szymanowskiego, pochowanego w podziemiach tejże bazyliki. Najbardziej zmarnowanym artystycznie wysiłkiem Tatrzańskiej Orkiestry Klimatycznej był wg mnie koncert na Orawskim Zamku (12 czerwca 2011), organizacyjnie fatalnie zawalony przez Słowaków, którzy nie tylko nie potrafili rozpropagować absolutnie wyjątkowej i ważnej imprezy (z inspirowaną Tatrami muzyką polską i słowacką), ale nawet nie zauważyli faktu, że w czasie tego spotkania po raz pierwszy w historii na Zamku Orawskim wykonano – znakomicie zresztą - Orawę Kilara…

 

Nie byłem, naturalnie, na wszystkich koncertach Tatrzańskiej Orkiestry Klimatycznej w Zakopanem, ale te, które pamiętam – cieszyły się zwykle wielkim powodzeniem. A na sali widywałem przeważnie stałych mieszkańców, których może jeszcze kilkanaście lat temu bym nie podejrzewał o takie melomańskie pasje. Nie wiem, czy to coś w rodzaju snobizmu, czy sumaryczny efekt wieloletniej działalności „Atmy”, Towarzystwa Muzycznego im. Szymanowskiego, Towarzystwa Edukacji Artystycznej i samej Orkiestry – ale jest to niewątpliwie ewenement, niezwykle dla Zakopanego ważny. Zwłaszcza dziś, gdy w opowieściach o Zakopanem dominuje dość nieprzychylna mu narracja, pokazująca miejscowych jako nieokrzesanych, pazernych dusigroszy, dla których liczy się tylko jak największy zarobek zdobyty jak najmniejszym kosztem, a ulubionymi bywalcami są szukające tu tylko piwa i oscypków gromady ceprów. Oczywiście, nawet zapełniona po brzegi w czasie koncertów sylwestrowych Tatrzańskiej Orkiestry Klimatycznej sala kina „Sokół” to tylko 500 osób, czyli niecałe 2 procent populacji Zakopanego. Ale od czegoś trzeba zacząć. Poza tym i tak nie ma większej sali. A elita – do jakiej na pewno będziemy zaliczać melomanów – nie może być zbyt liczna, ale powinna współtworzyć wizerunek miasta.

 

Innym dorobkiem pracy zespołu, kierowanego przez Agnieszkę Kreiner, jest ukształtowanie grupy kilkudziesięciu zawodowych muzyków, których kunszt musi się doskonalić z występy na występ i którzy w zasadzie mogą teraz sprostać niemal każdemu wyzwaniu repertuarowemu. Jednym w milszych wrażeń jest obserwowanie, jak w Tatrzańskiej Orkiestrze Klimatycznej zasiadają obok siebie, nierzadko przy jednym pulpicie, profesorowie i dawni uczniowie, którzy nierzadko przez te dziesięć lat sami ukończyli studia muzyczne i już sami uczą innych…

 

Po dziesięciu latach w specjalnej szafie w Szkole Muzycznej znajduje się już kilkaset partytur utworów, wykonanych podczas koncertów TOK. Prawie wszystkie to efekt pracy instrumentacyjnej Agnieszki Kreiner, poświęcającej swój wolny czas na wyszukiwanie w bibliotekach i archiwach muzealnych zapomnianych nieraz lub zgoła dotąd nie wykonywanych utworów, a potem – na opracowywaniu instrumentacji tych dzieł, bądź też na przystosowywaniu klasyki do składu orkiestry. Te długie godziny, przesiedziane przy komputerze są – podobnie jak wszystkie cykle prób –działalnością całkowicie społeczną, bowiem zarówno dyrektorka, jak i cały zespół pracuje bez stałych etatów, korzystając jedynie ze sporadycznych dotacji celowych uzyskiwanych każdorazowo po negocjacjach od władz miasta, innych instytucji oraz ze środków, pozyskiwanych przez założoną przez Agnieszkę Kreiner Tatrzańskiej Fundacji Muzycznej. Choć Fundacja ma siedzibę w Warszawie, to jej podstawowymi celami są: podtrzymywanie muzycznych tradycji Zakopanego i regionu wokół Tatr, wspieranie rozwoju życia muzycznego w regionie Tatr i Zakopanego, popularyzacja twórczości kompozytorów związanych z Tatrami i oczywiście wspieranie działalności Tatrzańskiej Orkiestry Klimatycznej.

 

Cygańskie życie kilkudziesięcioosobowego zespołu, działającego od 10 lat niezwykle skutecznie na rzecz Zakopanego i jego środowiska kulturalnego, a niemniej – na rzecz budowania jego opinii jako miasta kultury – to nieustanna troska Agnieszki Kreiner o pozyskanie kolejnych zleceń na występy, o przystosowanie się wraz z zespołem do kolejnego miejsca koncertów, to liczenie na uprzejmość i życzliwość prywatnych ludzi. Orkiestra ma, na szczęście, wielu wypróbowanych przyjaciół, ma też tzw. dobrą prasę – ale co roku drży o przyszłość. Nie ma budżetu, nie ma miejsca, nie ma stałych planów występów. Cóż… Zawsze można zanucić sobie smutny walc Jana Straussa Życie artysty…

 

Na stronie internetowej Tatrzańskiej Orkiestry Klimatycznej zakładki Plany jubileuszowe oraz Najbliższe koncerty są na razie puste, choć nadzieję pozostawia dopisek: Szczegóły niebawem.

 

 

Ramki:

 

Agnieszka Kreiner: Do powstania orkiestry przyczyniło się grono przyjaciół i ludzi życzliwych, a w szczególności: Lidia Długołęcka – dyrektorka Zespołu Państwowych Szkół Artystycznych, Maciej Pinkwart – historyk, prezes Towarzystwa Edukacji Artystycznej, Ania Zadziorko - dziennikarka Tygodnika Podhalańskiego, później dyrektorka Miejskiej Galerii Sztuki, Teresa Krasnodębska - rezydentka Zakopanego, inspicjent Teatru Wielkiego w Warszawie, ówcześni burmistrzowie: Piotr Bąk i Jerzy Zacharko, Grzegorz Buczulski: dyrektor Biura Promocji. Pomagali nam w początkowym okresie: plastyk Jerzy Gruszczyński, biznesmeni Andrzej Gut-Mostowy i Janusz Majcher, fotograf Paweł Murzyn, kierowniczka Miejskiej Galerii Sztuki Anna Waloch, proboszcz ks. Stanisław Szyszka, kierowniczka biblioteki Muzeum Tatrzańskiego Anna Liscar, Adam Kitkowski, Towarzystwo Muzeum Tatrzańskiego.

 

  Pocztówka z Zakopanego

 Jednym z najsympatyczniejszych akcentów drugiej edycji festiwalu „Inspirowane górami”, był sobotni (19 X 2013) koncert Tatrzańskiej Orkiestry Klimatycznej, zatytułowany „Pozdrowienie od gór”, w którym mieliśmy okazję wysłuchać przeszło dwudziestu utworów z lekka pokrytych kurzem historii, ale wdzięcznych i gorąco przyjmowanych przez publiczność, zgromadzoną w kinie „Sokół”. Dla orkiestry, zbliżającej się do 10-lecia istnienia, był to 95 występ publiczny.  Agnieszka Kreiner, tworząc w 2004 roku Tatrzańską Orkiestrę Klimatyczną, kierowała się dwoma założeniami: odtworzyć specyficzną atmosferę Zakopanego z czasów, gdy było ono coraz modniejszym kurortem, w którym muzyka stanowiła ważny element życia uzdrowiskowego oraz oprzeć działalność orkiestry w większości na muzykach zakopiańskich lub trwale z Zakopanem związanych. W obydwu wypadkach odniosła sukces. Ale jeszcze większy sukces odniosła w sercach zakopiańczyków i bywalców stolicy Tatr: Tatrzańska Orkiestra Klimatyczna jest ogromnie lubiana, a jej występy cieszą się wielkim powodzeniem wśród publiczności.

Koncert wg pierwotnych planów miał się odbyć w nowowybudowanej muszli koncertowej w Parku Miejskim, ale mimo pięknej, słonecznej pogody zdecydowano się przenieść występ do sali „Sokoła” - po prostu było za zimno. Zmiana na pewno korzystna, a sala kinowa została doskonale nagłośniona, co pozwoliło delektować się grą muzyków, śpiewem solistów i słowem Maestry, która z wielką swadą i niezwykłą erudycją osobiście prowadziła koncert.

Jej dziełem był także scenariusz występu, kunsztownie skonstruowany z trzech części: w pierwszej usłyszeliśmy kilka dzieł wywodzących się z archiwów dawnych orkiestr zakopiańskich, w drugiej zajrzeliśmy na jeden z przedwojennych zakopiańskich dancingów, w trzeciej – posłuchaliśmy dzieł, inspirowanych górami i góralszczyzną. Atmosferę dawnych lat przypomniały dwie muzyczne ramoty autorstwa jednego z pierwszych kapelmistrzów zakopiańskich – Adama Wrońskiego: Marsz Podhalański oraz walc Szarótki (tak!) Zakopiańskie. Kolejne dzieło, autorstwa Jana Pasierba Orlanda – polka Na hali, zabrzmiało tak, jakby do sali przeniósł się duch PRL-u z pobliskiej wystawy, po południu otwartej w Parku Miejskim. Potem poczuliśmy się trochę jak na dancingu, a starsza zwłaszcza część publiczności z nostalgią gibała się w rytm Tanga Milonga Jerzego Petersburskiego – może jedynego polskiego utworu rozrywkowego, który (pod tytułem Oh, donna Clara) zrobił światową karierę. Kapitalna instrumentacja Agnieszki Kreiner pozwoliła na świetny dialog muzyczny między skrzypcami (Janusz Miryński) a klarnetem (Jan Siaśkiewicz).

Wokalistami na owym dancingu byli - aktor z Teatru Witkacego Andrzej Bienias i krakowska śpiewaczka Ada Bujak. Pan reprezentował smutek, nostalgię i desperację, pani – wielką miłość i optymizm. Stosownie zresztą do wyglądu. Najpierw więc wzruszyliśmy się herbacianymi Jesiennymi różami Artura Golda z tekstem Andrzeja Własta (Andrzej Bienias), a potem przypomnieliśmy sobie o czym marzy dziewczyna w piosence Jerzego Petersburskiego i Emanuela Szlechtera Odrobina szczęścia w miłości (Ada Bujak). Przebojów było potem jeszcze kilka, ale może najgoręcej oklaskiwano w tej części Andrzeja Bieniasa, który demonicznie wykonał „tango samobójców”, czyli szlagier Ostatnia niedziela...

Agnieszkę Kreiner podziwiam za mnóstwo rzeczy: wiedzę, talent, umiejętność kierowania niełatwym zespołem w niełatwych warunkach... Ale fascynuje mnie jej zdolność do poruszania się na granicy kiczu – i nie przekraczania jej nigdy. W Ostatniej niedzieli kicz był niezwykły – i w pewnym momencie usłyszałem taki cymesik instrumentacyjny, jakby wewnętrzny komentarz do owego kiczu, w istocie będącego pastiszem, usytuowany w solóweczkach fletu (Renata Guzik) i klarnetu, pełniący rolę takiego perskiego oka, puszczonego do widowni: oto, proszę państwa, to ja panuję nad kiczem, a nie on nade mną!

Wielkie brawa dostał Andrzej Bienias za piosenki Władimira Wysockiego o górach i kompletnie z innej bajki pochodzącą, ale świetnie wykonaną ModlitwęBułata Okudżawy. Znów mistrzostwo instrumentacyjne: wszystkie smyczki zostały odłożone na pulpity i muzycy akompaniowali grając pizzicato...

W ostatniej części był zabawny i świetnie zagrany swing Jana Pasierba Orlanda Porajoraz dwie zakopiańskie widokówki w wykonaniu Ady Bujak – tytułowe tango Pozdrowienie od gór (Karasiński – Żytomirski) oraz finałowe ZakopaneCzesławaŻaka i Michała Ochorowicza z 1949 r.,a potem owacje, kwiaty i gratulacje od wiceburmistrza Mariusza Koperskiego i pani naczelnik Wydziału Kultury Joanny Staszak.

Już się nie mogę doczekać koncertu sylwestrowego!

Maciej Pinkwart

Tygodnik Podhalański

   
 MUZYKA W PRZYSTANI NAD RZEKĄ

 ... Wieczorem 3 sierpnia 2013 r., w 80 rocznicę przeniesienia prochów Jana Kasprowicza do mauzoleum na Harendzie, u stóp tej budowli, w której spoczywa zmarły w 1926 roku poeta oraz jego ukochana żona – Marusia, zmarła 45 lat temu, odbył się wzruszający koncert Tatrzańskiej Orkiestry Klimatycznej. Jej dyrektorka Agnieszka Kreiner przygotowała tym razem program słowno-muzyczny, zatytułowany Wybierzecie mi przystań nad rzeką, na który złożyły się wiersze Jana Kasprowicza, recytowane przez aktorów Teatru Witkacego Adriannę Jerzmanowską i Andrzeja Bieniasa, oraz kilkanaście utworów muzycznych (m.in. Karłowicz, Chopin, Wieniawski, Szymanowski, Liszt, Beethoven, Dvorak), brzmiących niezwykle nastrojowo w tej zaczarowanej przestrzeni między kasprowiczowskim domem na Harendzie i mauzoleum z jednej, a rzeką z drugiej strony. Niezwykle pięknie grał tego wieczoru koncertmistrz Orkiestry Janusz Miryński, szczególnie jako solista w Kujawiaku Henryka Wieniawskiego. ... Dla mnie szczególnie wzruszający był fragment Stabat Mater Karola Szymanowskiego, stanowiący tło do recytowanego przez Andrzeja Bieniasa XIV wiersza z „Księgi ubogich” z owym tytułowym fragmentem Wybierzcie mi przystań nad rzeką…  

...Bardzo tłumnie zgromadzona publiczność nagrodziła wykonawców owacją na stojąco ...

 Maciej Pinkwart

 Tygodnik Podhalański

 8.08.2013

 

Nieszpory Tatrzańskie w Bazylice Mniejszej

"Nieszpory Tatrzańskie" w wykonaniu Tatrzańskiej Orkiestry Klimatycznej z Zakopanego pod dyrekcją Agnieszki Kreiner oraz Świętojańskiej Kapeli Klimatycznej były kulminacyjnym punktem programu strzegomskich uroczystości w dn. 29 czerwca 2013 roku. Na koncert pełen estetycznych i duchowych doznań zaprosili mieszkańców Burmistrz Strzegomia Zbigniew Suchyta i Przewodniczący Rady Miejskiej Tadeusz Wasyliszyn.

W programie koncertu znalazły się utwory polskich kompozytorów, związanych z Tatrami - Stanisława Moniuszki, Karola Szymanowskiego, Tadeusza Maklakiewicza, Benedykta Konowalskiego i Władysława Górzyńskiego oraz fragmenty Psalmów Dawida w przekładzie na gwarę góralską Franciszka Bachledy - Księdzularza.

Partie solowe wykonali: Hanna Chowaniec - Rybka, wszechstronnie utalentowana wokalistka z Podhala, współpracująca z zespołami Brathanki, Skaldowie, Golec uOrkiestra oraz Jan Karpiel - Bułecka, prymista, multiinstrumentalista, animator kultury góralskiej i znakomity gawędziarz.

Muzyczne krajobrazy Tatr i muzyka górali cieszyły się wielkim uznaniem słuchaczy, którzy na zakończenie koncertu nagrodzili artystów gromkimi brawami.

Grażyna Kuczer
Rzecznik Prasowy UM w Strzegomiu

 

 11 marca 2013

Orkiestra powstała z życzliwości

Z AGNIESZKĄ KREINER, twórczynią i dyrygentką Tatrzańskiej Orkiestry Klimatycznej rozmawia Anna Lach.

Orkiestra w przyszłym roku będzie obchodzić jubileusz dziesięciolecia. Jak osobie niezwiązanej z tradycją podhalańską, bo urodzonej w Krakowie, udało się założyć Tatrzańską Orkiestrę Klimatyczną i przekonać do siebie zakopiańczyków?

Sama już dokładnie nie pamiętam, ale na pewno dzięki życzliwości wielu ludzi, którym ten pomysł się spodobał.

Kto głównie przychodzi na koncerty turyści czy mieszkańcy Zakopanego?
Początkowo byłam przekonana, że będziemy orkiestrą przygrywającą turystom w sezonie. Zmieniłam jednak zdanie, kiedy przybywszy do Zakopanego w grudniu 2003 uczestniczyłam w koncercie w kościele Św. Krzyża. Podczas którego wykonywana była III Symfonia Henryka Mikołaja Góreckiego, a więc utwór współczesny, trudny, z najwyższej artystycznej półki. Ten wielki kościół był przepełniony! Podobnie dzieje się na naszych koncertach, czy to w sierpniu, czy w listopadzie. Potwierdza to moją tezę, że zakopiańczycy są bardziej muzykalni niż pozostali mieszkańcy Polski.

Jakie były początki?
To właśnie to przekonanie o muzykalności zakopiańczyków i spotkanie tu grupy profesjonalnych muzyków zmotywowało mnie ostatecznie do podjęcia trudu założenia orkiestry. Początki, jak to zwykle bywa, były trudne, zabiegałam o zaufanie i pomoc różnych ludzi, zwłaszcza władz. Wiele zawdzięczam życzliwej pomocy Anny Zadziorko (w owym czasie dziennikarce Tygodnika Podhalańskiego, obecnie dyrektor Miejskiej Galerii Sztuki), która wprowadziła mnie na „salony” zakopiańskie. Moja pierwsza wizyta u ówczesnego burmistrza, Piotra Bąka, zakończyła się życzliwym, choć sceptycznym stwierdzeniem: ,,Pani Agnieszko, to są takie marzenia”. I tak te marzenia, krok po kroczku, powoli spełniałam, w dużej mierze dzięki życzliwości mieszkańców i zrozumieniu władz Zakopanego, dawnych i obecnych.

Skąd pomysł na powstanie orkiestry akurat w Zakopanem?
W pewnym momencie znalazłam się na zakręcie drogi artystycznej; zakończyłam pracę w Filharmonii Lubelskiej (na stanowisku dyrektora artystycznego), następnie miałam epizod literacki – napisałam podręczniki do nauczania muzyki dla szkół ogólnokształcących i muzycznych. Pomyślałam wówczas, że warto podjąć nowe wyzwania zawodowe, stworzyć zespół muzyczny od zera, który byłby niezależny artystycznie. Stąd narodził się pomysł na stworzenie „własnej”, niedużej orkiestry. W jakimś ładnym miejscu, gdzie orkiestry jeszcze nie ma, a są tradycje kulturalne, gdzie mieszkają artyści muzycy i nie brak potencjalnych słuchaczy. Czyż może być bardziej wymarzone miasto niż Zakopane? To przecież tu w 1892 roku powstała pierwsza Orkiestra Klimatyczna, powołana do życia przez Towarzystwo Tatrzańskie, która przez lata umilała pobyty w uzdrowisku, grając koncerty dla gości sanatoriów. Trudno o lepsze tradycje.

Co najbardziej Panią pociąga w Zakopanem?
W Zakopanem jest coś takiego…hm, można powiedzieć genius loci, dzięki któremu szybko po przyjeździe „ładuję akumulatory”- wystarczy spojrzeć na góry. Kiedy zbieramy się z orkiestrą na próby i koncert, to jakoś tak nam się zawsze miło gra… No i ludzie, oczywiście, z reguły pomocni i przyjacielscy, o artystycznych, szalonych duszach.

Ile osób liczy orkiestra? Kto wchodzi w jej skład?
Orkiestra liczy od 18 do 20 osób. W jej skład wchodzą muzycy profesjonalni, w tym pedagodzy zakopiańskiej szkoły artystycznej i muzycznej. Dobieramy też niekiedy do naszego grona najzdolniejszych absolwentów zakopiańskiej POSA, czy szkoły muzycznej. Współzałożycielem Tatrzańskiej Orkiestry Klimatycznej i jej koncertmistrzem jest wybitny skrzypek o ogromnym doświadczeniu, koncertmistrz byłej Orkiestry Polskiego Radia w Krakowie – prof. Janusz Miryński. Skład zespołu trochę nietypowy: oprócz instrumentów smyczkowych grają także flet i klarnet. Taki dobór instrumentów daje specyficzne brzmienie naszej orkiestry.

Prawie wszyscy artyści zespołu to muzycy z Podhala lub pracujący na Podhalu. Pozwala nam to w ciągu jednego koncertu przekształcić się z orkiestry kameralnej w kapelę góralską… Takiego eksperymentu dokonaliśmy na koncercie ,,Noc Świętojańska na Harendzie”, z okazji imienin Jana Kasprowicza. Warto wspomnieć też o współpracujących z nami od lat solistach, przede wszystkim podhalańskich. To Jan Karpiel-Bułecka, Hanka Chowaniec-Rybka, Zosia Kilanowicz, Bartek Koszarek i Franciszek Bachleda-Ksiedzularz, niekiedy również aktorzy Teatru Witkacego.

Tatrzańska Orkiestra Klimatyczna, choć należy do tzw. zespołów „projektowych” (czyli stara się o dofinansowanie każdego koncertu z osobna), zagrała jak dotąd prawie 90 koncertów. Skąd czerpie Pani pomysły na programy koncertowe?
Naszą misją programową jest przede wszystkim popularyzowanie muzyki kompozytorów związanych z Podhalem, tych wielkich, jak Karłowicz i Szymanowski, ale także tych mniej znanych oraz dzieł inspirowanych Tatrami czy folklorem góralskim. Program każdego koncertu dobieram bardzo troskliwie. Wiele utworów odnalazłam w bibliotece Muzeum Tatrzańskiego, która okazała się kopalnią pełną zapomnianych klejnocików muzycznych, czekających cierpliwie na odkrycie. Gramy oczywiście również klasykę, zwłaszcza muzykę sakralną, a także repertuar dawnych orkiestr klimatycznych, a więc muzykę lekką, łatwą i przyjemną.

Na jakiej zasadzie utrzymuje się orkiestra?
Praca organizacyjna w orkiestrze wykonywana jest nieodpłatnie, nie mamy żadnych etatów technicznych, ani administracji (z wyjątkiem zaprzyjaźnionej księgowej). Wiele czynności należących zazwyczaj do sekretarek, koordynatorów, bibliotekarzy, woźnych orkiestrowych, gońców, kierowców, wykonujemy jako wolontariusze. Tak się dzieje oczywiście z oszczędności. Jak już wspomniałam, nie mamy żadnych stałych źródeł finansowania, ani „państwowych” etatów.

W Zakopanem występujemy kilka razy w ciągu roku, można nas usłyszeć z okazji uroczystości państwowych i religijnych; tradycją są również nasze koncerty wielkopostne i sylwestrowe. Bywamy zapraszani do udziału w festiwalach, także w innych miastach – w Warszawie, Krakowie, Lublinie, Gdańsku, gramy też na Słowacji. Największą dla nas radością i satysfakcją jest zawsze pełna słuchaczy sala, aplauz po koncercie, czy miłe słowa uznania. Gramy chętnie, bo łączy nas wspólne umiłowanie tego miejsca, kultury i muzyki.

Przegląd Zakopiański

Czarodziejska góra na Kalatówkach

W sobotę, w schronisku na Kalatówkach odbył się koncert zorganizowany w ramach festiwalu "Inspirowane Górami". Koncert poświęcony muzyce i literaturze inspirowanej pięknem Alp zagrała Tatrzańska Orkiestra Klimatyczna pod dyrekcja Agnieszki Kreiner, która całość też prowadziła. Wystąpili również: Paweł Dyjak – akordeon, Rafał Michalski – trombita i Krzysztof Łakomik – recytacja.
W programie: muzyka: L. Mozarta, G. Rossinego, J. Raffa, H. Hubera oraz melodie pasterskie, a także fragmenty utworów T. Manna, H. Heinego, Ch. Ramuza, J. Kasprowicza, K. Przerwy-Tetmajera.

Słoneczna, jesienna pogoda zachęcała do górskiej wycieczki, którą tego dnia należało zakończyć na Kaltówkach. Rzecz niewątpliwie niecodzienna. Warto było posłuchać alpejskiej muzyki w sercu Tatr.

Piotr Kyc

 

Portal WATRA

Wieczór Świętojański na Harendzie

Na Harendzie w wigilię św. Jana udało się stworzyć prawdziwy klimat Nocy Świętojańskiej, który miał jednak bardzo artystyczny charakter. Płonęły pochodnie – był więc tradycyjny sobótkowy ogień, kobiety przyozdobiły głowy pięknymi wiankami z kwiatów i ziół, ale kwintesencją tego wieczoru była muzyka i poezja. Tatrzańska Orkiestra Klimatyczna pod dyrekcją Agnieszki Kreiner wspólnie z Piotrem Kumonem (śpiew) oraz Adrianną Jerzmanowską (słowo i śpiew) przygotowała program, który wypełniły wiersze Jana Kasprowicza oraz muzyka Karola Szymanowskiego, Edwarda Griega i nuty góralskie.

Niespodzianką był występ stworzonej specjalnie na tę okazję Tatrzańskiej Kapeli Klimatycznej na czele z Janem Karpielem Bułecką. Ten niezwykły i pełen magii wieczór zakończyło wspólne puszczanie wianków z wierszami Jana Kasprowicza na potok Zakopianka. Urokliwej Harendy w taką noc nikt nie chciał jednak opuszczać. Długo jeszcze po okolicy niósł się gwar rozbawionej publiczności, która niespiesznie wracała do domów, być może szukając po drodze legendarnego kwiatu paproci. W Zakopanem było to zupełnie nowe święto, choć przywołujące jakże starą tradycję. Może warto więc kontynuować takie świętojańskie spotkania.

Wieczór zorganizowało Stowarzyszenie Przyjaciół Twórczości Jana Kasprowicza oraz Tatrzańska Orkiestra Klimatyczna. Koncert dofinansowany został przez  Gminę Miasta Zakopane w wyniku Otwartego Konkursu Ofert w Dziedzinie Kultury.

Anna Karpiel-Semberecka

Portal WATRA, 25.06.2012

 

 

Czy pamiętasz tę noc w Zakopanem

Od dawna wiadomo, że wielkim atutem Tatrzańskiej Orkiestry Klimatycznej jest jej ukierunkowanie w stronę kompozycji, związanych z Tatrami i Podhalem, oraz… pomysłowość jej założycielki i dyrygentki – Agnieszki Kreiner. 19 maja 2012 r., z okazji Nocy Muzeów, szefowa Orkiestry zabrała nas w muzyczną podróż w czasie, prezentując inspirowane Tatrami i góralszczyzną utwory z partytur, wyszukanych w zbiorach Muzeum Tatrzańskiego.  

 

Tym razem w sali Miejskiej Galerii Sztuki wystąpili Tatrzańska Orkiestra Klimatyczna pod dyrekcją Agnieszki Kreiner, Tatrzański Chór „Szumny” pod dyrekcją Mirosławy Lubowicz, soliści – Marek Ciesielski (fortepian) i Jan Siaśkiewicz (klarnet) oraz Maciej Pinkwart, prowadzący koncert. Agnieszka Kreiner była także autorką opracowań i aranżacji dzieł orkiestrowych. Najstarszymi z prezentowanych utworów były dwa Tańce polskie z I połowy XIX wieku, skomponowane przez Adolfa Kędzierskiego dla właścicielki huty w Kuźnicach, Klementyny Homolacsowej. Najmłodszym dziełem była kompozycja ucznia Karola Szymanowskiego – Piotra Perkowskiego W stronę „Atmy”, pochodząca z 1978 roku. Publiczność, szczelnie wypełniająca salę wystawową i holl Galerii, najbardziej entuzjastycznie przyjmowała dzieła z przełomu XIX i XX wieku, skomponowane w stylu „wiedeńskim” (owacja po dwóch walcach pt. „Szarotki”, jeden autorstwa Władysława Rudnickiego, drugi – Adama Wrońskiego), a także opracowania melodii góralskich, zarówno orkiestrowe (np. W Tatry Władysława Górzyńskiego), jak i chóralne (przede wszystkim pieśni autorstwa znanych zakopiańskich kompozytorów Wacława Geigera i Jana Pasierba-Orlanda), zaaranżowane przez Mirosławę i Stanisława Lubowiczów. Zupełnie odmienną, nowoczesną stylistykę reprezentowały trzy obrazki tatrzańskie na fortepian (Polski Grzebień i Dolina Białej Wody, Symboliczny cmentarz, Rysy) autorstwa słowackiego kompozytora Jana Zimmera, wykonane przez Marka Ciesielskiego, który także akompaniował na fortepianie przy występach chóru. Wesołość na sali wzbudził „programowy” utwór Edwarda Burego z 1946 r. p.t. Impresje sanatoryjne, ukazujący przy pomocy króciutkich szkiców orkiestrowych trudny życia pacjenta w zakopiańskim sanatorium PCK.

 

Nieoczekiwaną pointą koncertu były wykonywane podczas prezentowanego na bis przeboju Czy pamiętasz tę noc w Zakopanem? popisy choreograficzne Agnieszki Kreiner i Macieja Pinkwarta, którzy przy aplauzie widowni najpierw tańczyli ze sobą, a następnie z „wyrwanymi” spośród publiczności Zofią Karpiel-Bułecką i burmistrzem Mariuszem Koperskim. Połączonymi siłami orkiestry i chóru dyrygowała wówczas Mirosława Lubowicz.

 

Koncertowi, noszącemu tytuł Grające muzeum towarzyszyła mini-wystawa okładek muzealnych partytur muzycznych, urządzona przez Agatę Pitoń i Annę Surmiar-Wende z Muzeum Tatrzańskiego i Annę Zadziorko z Miejskiej Galerii Szuki. Szkoda, że ta ciekawa ekspozycja zginęła wśród dziesiątków elementów prezentowanej w tym samym czasie w Galerii wystawy, poświęconej Stefanowi Żeromskiemu.

Renata Piżanowska

 

 

Polsko-Słowacki Koncert Wielkopostny w  Zakopanem

 W Wielki Czwartek, 5 kwietnia 2012 r. w kościele Św. Krzyża w Zakopanem, bezpośrednio po liturgii odbył się wyjątkowy koncert, zatytułowany „CRUCIFIXUS” i dedykowany błogosławionemu Janowi Pawłowi II. ...

Znakomicie dobrany i perfekcyjnie wykonany program, na który składały się m. in. Stabat Mater Vivaldiego, Koncert obojowy Marcella, utwory Bacha i muzyka cerkiewna, robił wrażenie dzięki doskonałemu porozumieniu kierowników zespołów, dyrygujących na zmianę, a także zaangażowaniu i profesjonalizmowi wszystkich muzyków.....

 

Jan Komornicki

Monitor Polonijny – Słowacja Maj 2012

  

Ocieplenie klimatu

 Jeśli by o nowym, 2012 roku sądzić wedle poprzedzającego jego nadejście sylwestrowego koncertu Tatrzańskiej Orkiestry Klimatycznej, to będzie on wesoły, inteligentny, harmonijny i bardzo rodzinny, jak również pozbawiony większych kłopotów finansowych. Aha, i jeszcze jedno – niewątpliwie upłynie pod znakiem ocieplenia klimatu, bo „Klimatyczna” zafundowała nam Sylwestra po hiszpańsku.

 Agnieszka Kreiner, twórczyni, dyrygent i manager Tatrzańskiej Orkiestry Klimatycznej, którą kieruje żelazną ręką w jedwabnej rękawiczce od 2004 roku, udowodniła po raz kolejny, że jednym z największych jej atutów jest pomysłowość. Ósmy już z kolei muzyczny Sylwester zaprowadził nas w gorące klimaty Sewilli, Madrytu i Grenady, co jest kolejnym nawiązaniem do zakopiańskiej tradycji. Bowiem tradycją bohemy zakopiańskiej w latach międzywojennych było organizowanie sylwestrowych bali w klimatach pozornie od Tatr odległych – Witkacy, Malczewski, Makuszyński bawili się wielokrotnie u Neptuna, na arabskiej pustyni, w indyjskich pałacach… Ucieczka od zakopiańskiej szarzyzny dnia codziennego? Bogać, tam, nie! Zakopane i szarzyzna, dobre sobie… Po prostu tchnienie zakopianiny…

Na scenie niemal wszystkie panie miały czerwone kwiaty we włosach i choć może nie były to świeże hibiskusy, bo jednak nastrój był wyczuwalnie śródziemnomorski. Maestra w dostojnych czerniach wyglądała zabójczo jak damski Mefistofeles, demoniczna była także skrzypaczka Karolina Szymbara, a koncertmistrz Janusz Miryński, jak zawsze emanował dostojeństwem. W dalszych rzędach nie dało się nie dostrzec nowych nabytków orkiestry – ślicznych skrzypaczek Kasi i Małgosi Trebuniówien-Tutkówien, a o sekcji wiolonczel nie wspomnę, nie prowokując swojego nadciśnienia… Tylny rząd orkiestry zajmowała sekcja instrumentów dętych, bez których muzyka hiszpańska nie może się obejść, zatem flecistka Renata Guzik, klarnecista Paweł Krauzowicz i trębacz Paweł Durowski zza pleców kolegów natychmiast przebili się na pierwszy plan. Towarzyszył im na fagocie Juan Francisco Doctor Murcia, prosto z Madrytu przybyły mąż altowiolistki Dagmary Szydło. Jemu to głównie zawdzięczamy, że koncert był tak hiszpański, bowiem dostarczył on orkiestrze nie tylko materiał nutowy, ale i ogromną wiedzę na temat hiszpańskiej muzyki. Opodal debiutował w orkiestrze 18-letni Dawid Wirmański, perkusista z Czerwiennego.

Na sali kina „Sokół”, gdzie koncert się odbywał, miejsc zabrakło jeszcze na długo przed koncertem i niestudzona naczelniczka Wydziały Kultury, Joanna Staszak, która była głównym organizatorem imprezy, własnoręcznie dostawiała składane krzesełka, na których zasiadła miedzy innymi delegacja zaprzyjaźnionego z Zakopanem miasta St.-Dié-de-Vosges, która przybyła na hiszpański koncert, by nam życzyć bonne année. Całe rzędy miejsc zajmowane były przez grupy rodzinne i przyjacielskie, a pod sceną hasało rytmicznie kilkoro małych dzieci, wdzięcznie podrygując w rytmach pasodoble czy habanery. Stroje publiczności spokojne, choć mało ekstrawagancko sylwestrowe, co stworzyło świetne tło do wyeksponowania mundurów kilku druhów z zakopiańskiego „Sokoła”, ze Stanisławem Mardułą na czele – współorganizatorem koncertu.

Głównym solistą wieczoru był śpiewak Sebastian Szumski (baryton), który choć przyjechał do nas z włoskiej Pizy, a wychował się i kształcił w Poznaniu, to przecież urodził się w 1984 r. w Zakopanem, co jest kolejnym przykładem na to, jak ważnym miejscem na muzycznej mapie Polski stało się miasto pod Giewontem. Na scenie w ów sylwestrowy wieczór kreował nam to Mozartowskiego Don Giovanniego, to Don Josego z Bizetowskiej „Carmen”, ale zawsze w malowniczym kostiumie torreadora. Partnerowała mu bez słów (ech, marzenia mężczyzn…) przepiękna i bardzo hiszpańska tancerka Izabela Szylińska, która tak długo uwodziła go na scenie oczami, dłońmi i wachlarzem, aż koniec końców śpiewak nie tylko z nią zatańczył, ale uniósł jak piórko na rękach i pospiesznie wyniósł za kulisy…

Solistami byli także skrzypkowie – Karolina Szymbara i Janusz Miryński oraz trębacz Paweł Durowski (cóż za wspaniałe wykonanie Tańca meksykańskiego kapelusza!). Jednakże największym hitem był występ 9-letniego Juanito – Jasia Trebuni-Tutki, który przepięknym głosem i w bezbłędnej españoli odśpiewał z towarzyszeniem orkiestry hiszpański toast noworoczny. Wyglądał jak młody grand i z wielką grandezzą się zachowywał, na co z dumą patrzyli z pierwszych rzędów rodzice – Anita i Krzysztof.

Polski i wzruszający toast, z kieliszkiem szampana w ręku, wygłosił z wielką swadą burmistrz Zakopanego Janusz Majcher, a że szampan za sprawą sponsorów dotarł do wszystkich widzów (z wyjątkiem kierowców, oczywiście) – w szampańskim nastroju dotarliśmy do końca koncertu, chóralnie już śpiewając Eviva, España! Agnieszka Kreiner brawurowo prowadziła nie tylko orkiestrę, ale i konferansjerkę koncertu, a nastrój był tak wspaniały, że niechętnie rozchodziliśmy się by spędzić niezbyt zimowe ostatnie godziny 2011 roku, mówiąc sobie nawzajem za dyrektorką Tatrzańskiej Orkiestry Klimatycznej  Feliz Año Nuevo – Szczęśliwego Nowego Roku. I tego szczęścia dla spraw muzycznych ja także sobie i Państwu życzę. I pieniędzy, oczywiście, też.  

Maciej Pinkwart

Tygodnik Podhalański